Wszyscy lubimy teleturnieje, a wpadki z nich bardzo często przechodzą do historii. Tym razem w „Familiadzie” drobne potknięcie zaliczył sam Karol Strasburger.

 

Choć do zabawnej sytuacji doszło już tydzień temu, to nie sposób o niej nie wspomnieć. Podczas rozmowy panowała niezwykle rodzinna atmosfera. Pogawędka z jedną z uczestniczek reprezentujących koło gospodyń zakończyła się dość niefortunnie dla prowadzącego.

 

Karol Strasburger zaczął szacować wiek pań należących do koła. Niestety przez przypadek postarzał swoją rozmówczyni. Na szczęście uczestniczka obróciła wszystko w żart. Prowadzący chyba nie przemyślał swojego postępowania, nie od dziś przecież wiadomo, że kobietom wieku się nie wypomina 😉

 

Zobaczcie zabawne nagranie!

Rodzinna rozmowa

Uwielbiamy takie rozmowy- nie sposób się nie uśmiechnąć! 🙂 🙂 :)To jest prawdziwy klimat Familiady!________________________Zapraszamy Was w każdą sobotę i niedzielę o 14:00 do Programu Drugiego! :)Nie zapomnijcie o polubieniu oficjalnego FanPage'a programu! 🙂

Posted by Familiada TVP S.A. on Montag, 29. Januar 2018

 

(kd)/facebook/

Mówią o prawdziwej katastrofie, warto zwrócić na to uwagę! Kożuchowska, Kurdej-Szatan i wiele innych opublikowało poruszające fotografie

akcja charytatywna,katastrofa ekologiczna,gwiazdy,olej palmowy

Gwiazdy bardzo chętnie i często angażują się w akcje charytatywne. To właśnie dzięki im takie informacje trafiają do większego grona. Tym razem sporo znanych osób włączyło się do akcji.

 

Skupili się na poważnym problemie na świecie i wspierając ekologiczną akcję stworzoną przez organizację WWF. 1 lutego, w który przypada Dzień Bez Oleju Palmowego wiele znanych osób opublikowało w mediach społecznościowych poruszające zdjęcie.

 

Przede wszystkim chodziło o uświadomieniu fanom, że dzięki ich codziennym mądrym wyborom można zatrzymać ekologiczna katastrofę. Chodzi tu o ryzyko wyginięcia orangutanów oraz utraty lasów tropikalnych w Indonezji i Malezji.

 

Jak czytamy przy okazji akcji, okazuje się, że „olej palmowy znajduje się w połowie produktów dostępnych na sklepowych półkach. Niekontrolowana wycinka i wypalanie lasów deszczowych pod uprawę palmy olejowej powoduje największą katastrofę ekologiczną XXI wieku.” W ramach akcji pojawił się apel aby każdy z nas starał się przyczynić od poprawy tej sytuacji „wybierając produkty bez oleju palmowego lub z certyfikowanym olejem palmowym.”

 

Akcja zatoczyła naprawdę szerokie kręgi. Włączyli się w nią między innymi: Małgorzata Kożuchowska, Barbara Kurdej-Szatan, Kayah, Olga Bołądź, Sebastian Fabijański, Anna Dereszowska, Mateusz Damięcki, Grażyna Wolszczak, Leszek Stanek, Ewa Kasprzyk i wiele innych znanych postaci z polskiego show biznesu.

 

Każda z tych osób opublikowała poruszające zdjęcie z plakatem i napisem „Ty też możesz zatrzymać ekologiczną katastrofę. Wybieraj produkty TYLKO z certyfikowanym olejem palmowym.”

 

Wielu fanów również poparło akcję i zwróciło uwagę, że to naprawdę poważny problem.

olej kokosowy,katastrofa ekologiczna,akcja charytatywna

 

(kd)/instagram/




Zadzwonił na 112, ale nie mógł mówić. Sprytny pomysł dyspozytorki uratował życie mężczyzny

numer alarmowy,pomoc,telefon,112

To historia godna powtórzenia. Mężczyzna, który zadzwonił pod numer alarmowy 112 miał problemy z mówieniem, tylko dzięki sprytnemu pomysłowi dyspozytorki jego życie zostało uratowane.

 

Mężczyzna nie mógł mówić z powodu alergii i duszności. Operatorka odbierająca zgłoszenie wpadła na pomysł, aby odpowiadał na jej pytania za pomocą stukania w słuchawkę. Dzięki jej pomysłowości udało się go uratować.

 

Mężczyznę uratowała Barbara Mateuszczyk. Jak opisuje rozmowę:

„Zapytałam, czy potrzebuje pomocy, czy potrzebne jest pogotowie. Powiedziałam, że jeżeli tak, niech pan zastuka dwa razy w słuchawkę. Dzięki moim pytaniom i stukaniu, mogliśmy się jakoś porozumieć – dodaje. W ten sposób udało się też potwierdzić adres poszkodowanego.”

 

To postawa godna pochwały. Kobieta równie dobrze mogła pomyśleć, że takim telefonem ktoś robi sobie żarty za pomocą linii alarmowej.

 

Takich sytuacji zdarza się więcej. W piątek stołeczny ratusz nagrodził tych, którzy wyjątkowo przyczynili się do ratowania życia. Wyróżnienia od prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz otrzymało 5 pracowników centrum powiadamiania ratunkowego.

 

Wśród wyróżnionych znaleźli się: Paweł Bąk, Mirona Baran, Weronika Sobczyńska, Wojciech Kołodziejski i oczywiście Barbara Mateuszczyk. Cała piątka w wyjątkowy sposób przyczyniła się do pomocy przez telefon i uratowania czyjegoś życia.

 

(kd)tvnwarszawa/




Dla roli są w stanie zrobić WSZYSTKO. Aktorka zdradziła tajemnicę, jak diametralnie będzie musiała się zmienić dla nowej roli. Da radę? [FOTO]

kasia warnke,aktorka,rola,film,metamorfoza,poswiecenie

Są aktorzy, którzy dla roli są w stanie zrobić wszystko. Okazuje się, że w tym zawodzie trzeba sporo poświęcić. Katarzyna Warnke zdradziła tajemnicę, jak diametralnie będzie musiała zmienić swój wygląd dla roli.

 

Aktorka od jakiegoś czasu pojawia się w wielu głośnych produkcjach filmowych. Zagrała w „Kobietach mafii” czy „Botoksie” i nadal cieszy się sporym zainteresowaniem. Jak podają media, dla kolejnej roli Kasia będzie musiała sporo poświęcić.

 

Kasia zdradziła, że zagra zawodniczkę MMA. Nie ukrywa, że jest bardzo podekscytowana nowym wyzwaniem zawodowym. W mediach pojawiły się informacje, że aktorka będzie musiała zgolić włosy i nabrać masy mięśniowej. Sama zdradziła tajemnicze szczegóły nowej roli:

 

„Zagram zawodniczkę MMA. Jestem bardzo podekscytowana. Chcę zmienić całkowicie wygląd, ściąć włosy na zupełnie krótko i być chłopczycą, którą nigdy nie byłam. Będę grała tam bardzo mocną, bojową postać. Zawsze istotna była kobiecość w moim życiu zawodowym i w teatrze i w filmach. Teraz zobaczymy co mogę zrobić bez tego.”

 

Jesteśmy ciekawi, jak aktorka będzie wyglądała w zupełnie nowej, niespotykanej dotąd odsłonie. I oczywiście co na metamorfozę do roli powie jej partner Piotr Stramowski. Podobno jest równie ciekawy nowego wyglądu Kasi.

 

Po zdjęciach zamieszonych na Instagramie wnioskujemy, że Kasia zaczęła już swoje pierwsze przygotowania i treningi.

 

(kd)/instagram,party/




To bez wątpienia jeden z najbardziej lubianych i najchętniej oglądanych teleturniejów. Widzowie cenią sobie dość wysoki poziom pytań oraz profesjonalizm prowadzącego.

 

Musimy jednak pamiętać, że wpadki zdarzają się każdemu, nawet takiemu profesjonaliście jak Tadeusz Sznuk. Widzom jednak nie umknie żadna pomyłka.

 

Prowadzący przeczytał pytanie:

„Proszę ustawić w kolejności od najlżejszej do najcięższej trzy kategorie boksu zawodowego: waga kogucia, waga musza i waga piórkowa”.

 

Pani Urszula, uczestniczka programu, na tak sformułowane pytanie odpowiedziała: piórkowa, musza, kogucia. Po odpowiedzi jednak usłyszała dźwięk zwiastujący błędną odpowiedź. Pan Tadeusz powtórzył więc, że chodzi o ustawienie wag w kolejności od najcięższej do najlżejszej, czyli zupełnie odwrotnie niż odczytał w pierwszej wersji pytania.

 

Ostatecznie uczestniczka odpadła z dalszej gry. W tym momencie musimy wyjaśnić, że pomyłka prowadzącego i tak nie wpłynęłaby na jej udział w programie. Kategorie wagi boksu zawodowego w kolejności od najlżejszej to: musza, kogucia i piórkowa, wobec tego jej odpowiedź była błędna.

 

Spostrzegawczy widz wychwycił pomyłkę i umieścił w sieci nagranie, zobaczcie:

 

(kd)/youtube/

Hanna Lis odezwała się po raz pierwszy od informacji o rozstaniu z mężem. Ona wie o co zadbać w pierwszej kolejności!

Od kilku dni krążą plotki o rozstaniu się małżeństwa Lisów. Podobno Tomasz i Hanna Lis rozstali się po 10 latach małżeństwa. Podobno Hanna wyprowadziła z ich willi w Konstancinie jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia.

 

Media mówią swoje, a para dziennikarzy milczy na ten temat. W końcu dziennikarka zabrała głos na Instagramie. Choć jej apel nie dotyczy bezpośrednio krążących plotek, to Hanna postanowiła zadbać o to, co dla niej najważniejsze.

 

„Apeluję do dziennikarzy oraz właścicieli kolorowej prasy i plotkarskich portali, proszę: zostawcie dzieci w spokoju. Nie są osobami publicznymi, nie chcą nimi być. Nie jestem, niestety, w stanie ochronić swojego życia prywatnego, ale o ich spokój będę walczyć. Ściskam wszystkich moich Insta-Przyjaciół <3”

 

Media plotkarskie rzuciły się nie tylko na małżeństwo, ale także na ich dzieci, czego Hanna kategorycznie nie akceptuje. Tu należy przyznać jej rację, dzieci nie powinno się mieszać w takie sprawy. Tym bardziej, jeśli informacje o rzekomym rozstaniu mogą być wyssane z palca.

Fani natychmiast udzielili dziennikarce wsparcia i w pełni poparli jej działania i apel. Takie wsparcie to podstawa.

 

 

(kd)/instagram/




Andrzej Duda lubi takie nieoficjalne sytuacje. Fotograf prezydenta jest zachwycony najnowszym zdjęciem. Internauci już mają na nie pomysł [FOTO]

Prezydent Andrzej Duda razem z polskimi przedstawicielami przebywa w Davos, gdzie odbywa się Światowe Forum Ekonomiczne. Nie wszystko jednak ma charakter oficjalny.

 

Osobisty fotograf prezydenta, Jakub Szymczuk, opublikował niesamowite jak twierdzi zdjęcie Andrzeja Dudy. Fotografia należy do tych mniej oficjalnych.

 

„Dzisiaj był intensywny i udany dzień  Na zakończenie piękny zachód słońca w Davos. Dla mnie podwójnie udany bo zakończony dobrym zdjęciem.” – napisał fotograf na Facebooku.

 

Dzisiaj był intensywny i udany dzień 🙂 Na zakończenie piękny zachód słońca w Davos. Dla mnie podwójnie udany bo zakończony dobrym zdjęciem.

Posted by Jakub Szymczuk – Siła Obrazu on Mittwoch, 24. Januar 2018

 

Jaki on romantyczny, zapatrzony, zamyślony. Rzeczywiście, ujęcie prezydenckiemu fotografowi się udało, z resztą jak wiele innych zdjęć, które możemy pooglądać na jego profilu.

 

Internauci już mają pomysł na wykorzystanie prezydenckiego zdjęcia. W komentarzach możemy znaleźć opinie, że zdjęcie idealnie nadaje się do stworzenia kolejnych memów z prezydentem Dudą w roli głównej.

 

Prezydent we wtorek popołudniu przyleciał do Szwajcarii. Wziął udział między innymi w spotkaniu poświęconym problemom infrastruktury i rozwoju miast oraz w nieformalnym spotkaniu liderów światowej gospodarki dotyczącym Bliskiego Wschodu. Jego powrót planowany jest na piątkowy wieczór.

 

Co roku pod koniec stycznia do szwajcarskiego kurortu zjeżdżają światowi przywódcy polityczni, prezesi największych firm i organizacji pozarządowych oraz intelektualiści. To nie tylko konferencja naukowa, ale także doskonała okazja do nieformalnych rozmów światowych liderów politycznych i biznesowych.

 

(kd)/radiozet,facebook/




To najmłodsza pacjentka, na której przeprowadzono taki zabieg. Lekarze robili wszystko co w ich mocy, żeby nastolatka mogła żyć normalnie

To najmłodsza do tej pory pacjentka w Polsce, na której został wykonany tego typu zabieg. Według najnowszych doniesień dziewczynka czuje się dobrze. Lekarze z całą pewnością stwierdzają, że przed nią całe życie.

 

Zabieg został przeprowadzony w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu. Pacjentce wszczepiono podskórny kardiowerter-defibrylator. Urządzenie to potrafi rozpoznać groźną dla życia arytmię i przywrócić prawidłowy rytm serca. Zapobiegnie więc kolejnemu zatrzymaniu akcji serca dziewczynki.

 

Podskórne wszczepienie urządzenia to nowa metoda. Standardowo jego elektrody wszczepia się do serca przez naczynia krwionośne. Po pewnym czasie te mogą jednak ulec uszkodzeniu, a wokół nich może dojść do rozwoju stanu zapalnego i zakażenia.

 

Nowa metoda jest o wiele bezpieczniejsza. Polega na wprowadzeniu elektrod i kardiowertera pod skórę (mięsień). Zabieg trwał dwie godziny, wykonano go w nowoczesnej pracowni hemodynamicznej. Elektrody zostały wprowadzone przez niewielkie nacięcie z boku klatki piersiowej. Urządzenie działa około 6 lat. Po tym czasie będzie trzeba wszczepić nowe.

 

Dziewczynka cierpiała na napadowe skurcze i bóle mięśni łydek. Rutynowe badanie EKG wykazało u niej arytmię serca. Doszło u niej także do zatrzymania krążenia.

 

„13-latka ma przed sobą całe życie. Szukaliśmy więc rozwiązania, które będzie najbezpieczniejsze i zmniejszy ryzyko kolejnych interwencji. Stąd pomysł, aby zaprosić do współpracy prof. Marka Jastrzębskiego, który mógł wykonać zabieg implantacji kardiowertera podskórnego” – tłumaczy dr Maciej Pitak, kardiolog z USDK.

 

(kd)/rmf24/




Widzowie zwiastuna najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego, „Pitbull. Ostatni pies” zasługują na sporą pochwałę. Wykazali się niebywałą spostrzegawczością.

 

Część widzów ogląda zwiastuny i premiery tylko po to, żeby dopatrywać się w nich kolejnych wpadek. Tak jest i tym razem. Zdawałoby się, że może tym razem się bez nich obejdzie. Póki co głośno jest o jednym błędzie, ale za to jak bardzo rażącym.

 

Na pierwszy rut oka wszystko jest w porządku. Tylko bardzo dociekliwi są w stanie wychwycić wpadkę. Błąd ortograficzny w filmie? Niestety, zdarzyło się. Dziwi nas jednak, że nikt z twórców wcześniej tego nie zauważył i nie poprawił.

 

O co chodzi?

Na jednym z ujęć widzimy panel konta bankowego, a na nim… jedno rażące po oczach słowo: „sprzedaż”, a właściwie to „sprzedarz”, bowiem słowo to zostało napisane przez „rz” na końcu.

 

 

Szczerze gratulujemy spostrzegawczości i dociekliwości. Mimo wszystko przyznać musimy jedno – zwiastun bije rekordy popularności. Został udostępniony w poniedziałek (WCZORAJ!), a już ma prawie pół miliona odsłon (dokładnie rzecz biorąc 490 916 wyświetleń).

 

Widzieliście już cały oficjalny zwiastun? Tam błąd jest o wiele bardziej widoczny niż na naszym zdjęciu:

 

(kd)/youtube/

Koroniewska jednym zdjęciem „pogrążyła” swoje koleżanki i przy okazji siebie samą? Tak wtedy było! Co na to Cichopek i Rosati? [FOTO]

Zdjęcia z przeszłości niejednokrotnie powalają na kolana i wywołują uśmiech na twarzy. Nie jest inaczej i tym razem. Joanna Koroniewska pokazała archiwalne zdjęcie z koleżankami.

 

Na Instagramie pojawiło się zdjęcie, z którego może i kiedyś aktorki były dumne, dziś jednak mogą nie być z niego zadowolone. Jedno trzeba przyznać wszystkie trzy przyciągają sporą uwagę.

 

„Sorry dziewczęta, ale muszę to opublikować. Przy okazji całusy Mamusie
Ten look, te buty i ta moja bluzka”

 

Jest się z czego pośmiać? Niekoniecznie. Tak wtedy było i właśnie taka moda wówczas obowiązywała. Zobaczcie tylko swoje (swoich rodziców) zdjęcia jeszcze sprzed kilku lat, a sami się przekonacie.

 

Jesteśmy przekonani, że takie wspomnienia wywołają jedynie uśmiech na ustach Waszych i bohaterek zdjęcia, a może i trochę wspomnień.

 

(kd)/instagram/




„To nie jest praca przez osiem godzin dziennie” – to nie jest też zwykła oferta o pracę. SZANSA na przygodę życia!

Zgłaszać się może niemal każdy. Polska Stacja Antarktyczna imienia Henryka Arctowskiego poszukuje chętnych, którzy wezmą udział w wyprawie badawczej. Zarobki są całkiem niezłe.

 

Stacja jest zlokalizowana na Wyspie Króla Jerzego w pobliżu Antarktydy. To nie jest zwykła praca, toteż oferta też nie jest taka zwykła. Kogo szukają? Poszukiwani są między innymi mechanicy, kucharze i elektrycy. Trzeba spełniać główny, bardzo istotny warunek – nie można bać się wody.

 

Na stronie internetowej Stacji znalazły się wszystkie szczegóły:

 

„Rekrutacja na wyprawę rozpoczyna się w styczniu ogłoszeniem o naborze. Rozmowy kwalifikacyjne odbywają się przeważnie w marcu i kwietniu. W maju wybrani kandydaci przechodzą badania lekarskie. Miesiące czerwiec-wrzesień poświęcone są na przygotowania do wyprawy. W tym czasie odbywają się także szkolenia grupowe i indywidualne. Wyprawa wyrusza na Stację na przełomie września i października.

Podczas pobytu na Stacji “wszyscy robią wszystko” – w miarę swoich możliwości i uprawnień, niezbędna jest praca zespołowa.”

 

Jak informuje profesor Robert Bialik z Polskiej Akademii Nauk, organizator wyprawy:

„To nie jest praca przez osiem godzin dziennie, to praca w trybie zadaniowym. Na przykład obserwatorzy hydrologiczni mają obowiązki, które muszą realizować co trzy dni: na przykład w poniedziałki, czwartki i soboty. Staramy się mieć tryb pracy od poniedziałku do piątku, żeby weekend był wolny.”

 

Ile można zarobić podejmując się takiej pracy? Miesięczne zarobki osób pracujących w Polskiej Stacji Antarktycznej imienia Henryka Arctowskiego wahają się od 3,5 do 4 tysięcy złotych.

 

Zgłaszać się można jeszcze do końca stycznia. Więcej szczegółów i informacji o wyprawie można znaleźć na stronie arctowski.aq.

 

(kd)/rmf24,arctowski.aq/




Karolina Szostak szczerze o swoim romansie. Co naprawdę łączyło dziennikarkę z ukraińskim milionerem? ZNAMY PRAWDĘ!

Jeszcze niedawno wszyscy rozpisywali się o romansie Karoliny Szostak z ukraińskim milionerem i próbie rozbicia jego małżeństwa. Dziennikarka zdradziła prawdę o swoim rzekomym romansie.

 

Najnowszy wywiad dla magazynu „Gala” ma rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące między innymi jej relacji z mężczyzną. Dziennikarka nie tylko odcina się od wszystkich plotek, ale także mówi, jak sprawa wygląda według niej:

 

„Wiesz, jak jest, na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas. A tu się okazało, że to nie ten moment, nie ta sytuacja. Portale plotkarskie niepotrzebnie wyolbrzymiły tę historię. Nie było żadnego romansu. I nie otwieram klubu fitness.”

 

Karolina przyznała, że wielu jej kolegów było już branych za jej partnerów. Wystarczyło, żeby z którymś pojawiła się na imprezie. W rozmowie zasugerowała również, że nie ma zbyt wielkiego szczęścia do mężczyzn.

 

Teraz dziennikarka od lat marzy właściwie o jednym. Chciałaby dziecko. Sama przyznaje, że jeśli mogłaby coś zmienić w swoim życiu, to wcześniej zdecydowałaby się na dziecko i założenie rodziny.

 

Na dobrą sprawę jeszcze nie jest na to za późno. Uważamy, że Karolina nie ma się czym przejmować i na nią z pewnością kiedyś przyjdzie czas. Czego oczywiście jej życzymy.

 

Myślicie, że jeden wywiad wystarczy, żeby media zostawiły już temat jej romansu?

 

(kd)/gala,onet/




Podejrzewamy, że nawet osoby z najlepszym słuchem miałyby problem z rozszyfrowaniem tej zapowiedzi. To niewątpliwa wpadka podczas zapowiedzi pociągu.

 

Pasażerów oczekujących na pociąg czekało niemałe zaskoczenie. Ogłoszenie które popłynęło z głośników było nie do zrozumienia. Podróżni musieli sami rozwiązać zagadkę, czy pociąg się spóźni, odjedzie wcześniej, a może w ogóle nie przyjedzie.

 

Nagranie z nietypowej zapowiedzi na peronie udostępnił jeden z podróżujących. Nawet dokładnie wsłuchanie się w jej treść nie przynosi większych rezultatów. Okazuje się, że to nie tylko pasażerom sprawiła ona spore trudności. Problematyczna okazała się przede wszystkim dla dyspozytorki. Konkretniej mówiąc kobieta nie poradziła sobie z językiem angielskim.

 

Nam się nie udało. Posłuchajcie i sprawdźcie, czy uda Wam się cokolwiek zrozumieć z tej zapowiedzi:

 

(kd)/youtube/

Banalne pytanie sprawiło graczom ogromne trudności. Ich odpowiedzi przejdą do historii! Jak można tego nie skojarzyć? [VIDEO]

Uwielbiamy oglądać „Familiadę” i sprawdzać swoją wiedzę i skojarzenia razem z uczestnikami. Są pytania, które sprawiają wiele problemów, zwłaszcza te z pozoru najłatwiejsze. Wiele odpowiedzi przejdzie do historii.

 

Tym razem w programie zmierzyli się Torunianie z Chórzystami. Pytań było sporo, a zabawa była przednia. Jedno pytanie szczególnie zapadło w pamięci:

 

„Wyraz kończący się na ‚chód'”.

 

Wydawałoby się, że banalne, a odpowiedzi same pchają się do głowy. Ale czy na pewno? Uczestnikom nie było wcale tak łatwo.

 

Pierwsza odpowiedź była zaskakująca – „marszochód”. Jakkolwiek by pasowało, hasło nie znalazło się na tablicy. Kolejny strzał uczestniczki z drużyny Chórzystów – „samochód” znalazł się na trzecim miejscu.

 

Dalej było już tylko gorzej. Straty oraz hasło, które na tablicy się nie miało szans się znaleźć. Jakie? Pooglądajcie fragment niedzielnego odcinka. Dalibyście rade takim pytaniem?

 

 

Nie wiem jak Was, ale nas najbardziej zaskoczyła odpowiedź „Robinchód”. Tak to należy zapisać? Bo przecież Robin Hood nie kończy się na „chód” 😉

 

(kd)/youtube/




GENIALNY WYNALAZEK POLSKICH STUDENTÓW To spełnienie marzeń każdego studenta i pracownika! Tanie i szykowne dania na wyciągnięcie ręki

Ten wynalazek to spełnienie marzeń studentów. Urządzenie już stoi w budynku Politechniki Wrocławskiej i cieszy się dużym zainteresowaniem. Maszyna nazywa się Bistrobot. To dzieło studentów i absolwentów Politechniki Wrocławskiej z firmy Food Robotics.

 

Od teraz studenci będą mogli kupić szybkie i niedrogie danie bez wychodzenia z uczelni. Można powiedzieć, że to restauracja w automacie. Wśród dań znalazły się pierogi, sajgonki, burrito po meksykańsku, lasagna czy wołowina po seczuańsku.

 

Potrawy przygotowywane są wcześniej w restauracjach. W automacie zastosowany jest specjalny system błyskawicznego mrożenia i odgrzewania posiłków, dzięki czemu zachowują one świeżość i nie tracą wartości odżywczych. Klienci mogą się także zapoznać ze składem wybranego dania.

 

Maszyna jest w stanie pomieścić 240 porcji jedzenia, które wydawane są w ekologicznych opakowaniach. I co ważne! Ich ceny wahają się od 10 do 20 zł. To spełnienie marzeń niemal każdego studenta. Czy również okaże się atrakcyjne dla innych?

 

Pomysłodawcy chcieliby, aby wynalazek w przyszłości pojawił się w szpitalach, biurowcach, dworcach i wszystkich innych miejscach, gdzie zawsze przebywa wiele osób. Kto wie, jeśli się sprawdzi, być może już niedługo wszyscy będziemy mieli okazję z niego skorzystać?

 

Jak prezentuje się maszyna? Możecie zobaczyć na poniższym nagraniu:

 

(kd)/eska,youtube/




Ania ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” pozbywa się wspomnień? Najpierw ślub, potem rozwód, teraz zaskakująca decyzja [FOTO]

Anię poznaliśmy jako jedną z uczestniczek programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Był ślub z wybranym dla niej partnerem Grześkiem, była podróż poślubna, będzie i rozwód. Teraz Ania podjęła zaskakującą decyzję.

 

Jak dowiadujemy się z komentarzy rozwód nastąpi on w marcu. Czyżby Ania postanowiła już teraz pozbyć się wspomnień? Uczestniczka zdecydowała się na bardzo ładny gest. Postanowiła wystawić swoją suknie ślubną na sprzedaż, a tym samym wesprzeć zbiórkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

„Zapraszam do licytacji mojej sukni ślubnej, z której całkowity dochód trafi do organizacji WOŚP” – napisała na Instagramie.

 

Trzeba przyznać, że suknia ślubna Ani była bardzo oryginalna. Zdecydowała się na dwuczęściowy kostium – ciemny top oraz długą rozkloszowaną spódnicę z kieszeniami w kolorze ecru. Dopełnieniem był wianek na głowie.

 

„Może sam eksperyment nie zakończył się pozytywnie, ale wesele było bardzo udane, a suknia ta dodała mi swobody i odwagi” – napisała na stronie aukcji.

 

Sprawdziliśmy, aktualna cena sukienki wynosi 1500 zł. Aukcja trwa jeszcze przez 12 najbliższych dnia, kończy się 21 stycznia.

 

Wiele osób pochwala decyzję Ani i chwali jej piękny gest. Pod zdjęciem pojawiło się sporo pozytywnych komentarzy. Widać, że uczestniczka wzbudziła sporą sympatię.

 

„szkoda ze nie wychodzę za mąż bo sukienka piękna ❤️ „,  „Sukienka przepiękna. Wyglądałaś w niej cudownie i tak oryginalnie. ;)”, „Wspaniały dar 😍😘”,  „Piękny gest i jeszcze piękniejszy cel😍💋👍👌 Czy ktoś tu wątpił w dobroć tej wspaniałej kobietki, bo ja nie 😊 Aniu jesteś wspaniała 💚💛💜❤”

 

 

Może jednemu (jednej) z naszych czytelników ta suknia przypadnie do gustu i przy okazji wesprze szczytny cel? 😉

 

(kd)/instagram/




Uwielbiamy oglądać „Familiadę” i sprawdzać swoją wiedzę i skojarzenia razem z uczestnikami. Są pytania, które sprawiają wiele problemów, zwłaszcza te z pozoru najłatwiejsze. Wiele odpowiedzi przejdzie do historii.

 

Tym razem w programie zmierzyli się Torunianie z Chórzystami. Pytań było sporo, a zabawa była przednia. Jedno pytanie szczególnie zapadło w pamięci:

 

„Wyraz kończący się na ‚chód'”.

 

Wydawałoby się, że banalne, a odpowiedzi same pchają się do głowy. Ale czy na pewno? Uczestnikom nie było wcale tak łatwo.

 

Pierwsza odpowiedź była zaskakująca – „marszochód”. Jakkolwiek by pasowało, hasło nie znalazło się na tablicy. Kolejny strzał uczestniczki z drużyny Chórzystów – „samochód” znalazł się na trzecim miejscu.

 

Dalej było już tylko gorzej. Straty oraz hasło, które na tablicy się nie miało szans się znaleźć. Jakie? Pooglądajcie fragment niedzielnego odcinka. Dalibyście rade takim pytaniem?

 

 

Nie wiem jak Was, ale nas najbardziej zaskoczyła odpowiedź „Robinchód”. Tak to należy zapisać? Bo przecież Robin Hood nie kończy się na „chód” 😉

 

(kd)/youtube/

GENIALNY WYNALAZEK POLSKICH STUDENTÓW To spełnienie marzeń każdego studenta i pracownika! Tanie i szykowne dania na wyciągnięcie ręki

Ten wynalazek to spełnienie marzeń studentów. Urządzenie już stoi w budynku Politechniki Wrocławskiej i cieszy się dużym zainteresowaniem. Maszyna nazywa się Bistrobot. To dzieło studentów i absolwentów Politechniki Wrocławskiej z firmy Food Robotics.

 

Od teraz studenci będą mogli kupić szybkie i niedrogie danie bez wychodzenia z uczelni. Można powiedzieć, że to restauracja w automacie. Wśród dań znalazły się pierogi, sajgonki, burrito po meksykańsku, lasagna czy wołowina po seczuańsku.

 

Potrawy przygotowywane są wcześniej w restauracjach. W automacie zastosowany jest specjalny system błyskawicznego mrożenia i odgrzewania posiłków, dzięki czemu zachowują one świeżość i nie tracą wartości odżywczych. Klienci mogą się także zapoznać ze składem wybranego dania.

 

Maszyna jest w stanie pomieścić 240 porcji jedzenia, które wydawane są w ekologicznych opakowaniach. I co ważne! Ich ceny wahają się od 10 do 20 zł. To spełnienie marzeń niemal każdego studenta. Czy również okaże się atrakcyjne dla innych?

 

Pomysłodawcy chcieliby, aby wynalazek w przyszłości pojawił się w szpitalach, biurowcach, dworcach i wszystkich innych miejscach, gdzie zawsze przebywa wiele osób. Kto wie, jeśli się sprawdzi, być może już niedługo wszyscy będziemy mieli okazję z niego skorzystać?

 

Jak prezentuje się maszyna? Możecie zobaczyć na poniższym nagraniu:

 

(kd)/eska,youtube/




Ania ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” pozbywa się wspomnień? Najpierw ślub, potem rozwód, teraz zaskakująca decyzja [FOTO]

Anię poznaliśmy jako jedną z uczestniczek programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Był ślub z wybranym dla niej partnerem Grześkiem, była podróż poślubna, będzie i rozwód. Teraz Ania podjęła zaskakującą decyzję.

 

Jak dowiadujemy się z komentarzy rozwód nastąpi on w marcu. Czyżby Ania postanowiła już teraz pozbyć się wspomnień? Uczestniczka zdecydowała się na bardzo ładny gest. Postanowiła wystawić swoją suknie ślubną na sprzedaż, a tym samym wesprzeć zbiórkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

„Zapraszam do licytacji mojej sukni ślubnej, z której całkowity dochód trafi do organizacji WOŚP” – napisała na Instagramie.

 

Trzeba przyznać, że suknia ślubna Ani była bardzo oryginalna. Zdecydowała się na dwuczęściowy kostium – ciemny top oraz długą rozkloszowaną spódnicę z kieszeniami w kolorze ecru. Dopełnieniem był wianek na głowie.

 

„Może sam eksperyment nie zakończył się pozytywnie, ale wesele było bardzo udane, a suknia ta dodała mi swobody i odwagi” – napisała na stronie aukcji.

 

Sprawdziliśmy, aktualna cena sukienki wynosi 1500 zł. Aukcja trwa jeszcze przez 12 najbliższych dnia, kończy się 21 stycznia.

 

Wiele osób pochwala decyzję Ani i chwali jej piękny gest. Pod zdjęciem pojawiło się sporo pozytywnych komentarzy. Widać, że uczestniczka wzbudziła sporą sympatię.

 

„szkoda ze nie wychodzę za mąż bo sukienka piękna ❤️ „,  „Sukienka przepiękna. Wyglądałaś w niej cudownie i tak oryginalnie. ;)”, „Wspaniały dar 😍😘”,  „Piękny gest i jeszcze piękniejszy cel😍💋👍👌 Czy ktoś tu wątpił w dobroć tej wspaniałej kobietki, bo ja nie 😊 Aniu jesteś wspaniała 💚💛💜❤”

 

 

Może jednemu (jednej) z naszych czytelników ta suknia przypadnie do gustu i przy okazji wesprze szczytny cel? 😉

 

(kd)/instagram/




Nie jest już na to za stara? Tańcząca Justyna Steczkowska w obcisłej bieliźnie ZASKAKUJE [VIDEO]

To, że Justyna Steczkowska jest posiadaczką jednych z najlepszych nóg w polskim showbiznesie widać gołym okiem. Całkiem niezłej figury również można jej pozazdrościć, co widać na udostępnionym przez nią nagraniu.

 

To między innymi w taki sposób piosenkarka promuje 2. edycję „Koncertu Muzyki Filmowej”. Nagranie tańczącej Justyny do muzyki z „Chicago” i to prawdopodobnie w samej bieliźnie (lub bardzo skąpej sukience) zaskakuje i robi niemałe wrażenie na większości fanów.

 

„Po prostu Laska😍”

 

„Wow! 💃”

 

„Cudowna 💓💖”

 

Tylko jedna osoba, zwróciła uwagę w komentarzu, że może „w tym wieku to już nie wypada”. Czyżby przez użytkowniczkę przemówiła zazdrość? Nie trzeba się długo przyglądać, żeby stwierdzić, że Justyna zarówno na tym nagraniu, jak i innych materiałach wygląda rewelacyjnie. Poza tym… kobietom nie zwraca się uwagi na wiek 😉

 

https://www.instagram.com/p/Bdp3gf_lHW2/?taken-by=justynasteczkowska

 

(kd)/instagram/




Wielkie emocje już za nami. Najlepszym Sportowcem 2017 roku został Kamil Stoch. Jednak to jego żona była w centrum zainteresowania. Zauważyliście wpadkę jaką zaliczyła stacja Polsat podczas relacji z Balu Mistrzów Sportu?

 

W wielu ujęciach pokazywano gości zgromadzonych na gali. W imieniu finalisty nagrodę odebrała jego żona. Widzowie jednak do samego końca mogli mieć wątpliwości, która z kobiet na sali to Ewa Bilan-Stoch.

 

Zabawna wpadka Polsatu jest na językach wszystkich. W czasie, kiedy ogłaszano wyniki na ekranach mogliśmy zobaczyć pewną brunetkę, podczas gdy nagrodę odebrała równie urocza blondynka.

 

Kim więc była druga kobieta? Okazuje się, że to żona innego skoczka, Stefana Huli. To właśnie Marcelina Hula była pokazywana zamiast Ewy Bilan-Stoch. Po balu panie pochwaliły się wspólnym zdjęciem:

 

„@ewabilanstoch i jej #tarcza😂 👏🏼👏🏼👏🏼 @kamilstochofficial 👏🏼👏🏼👏🏼#drużyna #skijumping #skijumpingfamily #dumneżony 🤗”

 

Internauci zaczęli komentować fotografię i nie zapomnieli wspomnieć o wpadce podczas transmisji:

 

„Wpadka gali😂 chciałbym zobaczyć minę realizatora w momencie w którym jednak wstaje inna żona Kamila Stocha 😅”

„Pani Hula była przez Polsat dziś panią Stoch haha”

„Hahaha Kamil to się umie ustawić. Dwie piękne kobiety za żonę 😂😂😍😍”

 

Portal Wirtualnemedia przedstawił swoją teorię odnośnie pomyłki. Okazuje się, że siedzące obok siebie żony Stocha i Huli zamieniły się ze sobą miejscami przy stole. Widocznie ani operator, ani realizator nie wiedział jak wyglądają obie kobiety. W świetle takich tłumaczeń to by się zgadzało.

 

https://www.instagram.com/p/Bdn_Y2ph-C_/?taken-by=cysia.hula

 

(kd)/party,wirtualnemedia/

„Niezła heca”! Niewiele osób o tym wie. Jak naprawdę nazywa się Kacper Kuszewski?

Kacper Kuszewski jest jednym z najpopularniejszych polskich aktorów. Najbardziej kojarzymy go oczywiście z rolą Marka Mostowiaka w „M jak miłość”. Aktor dał również spory popis swoich umiejętności podczas ostatniej edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Od tamtego czasu grono jego sympatyków znaczne się powiększyło.

 

Mimo wielkiej popularności niewielu chyba wie, jak w pełni nazywa się Kacper Kuszewski. Podczas poszukiwania o nim informacji na pierwszy plan wysuwa się wpis z Wikipedii. Aktor nazywa się Kacper Melchior Baltazar Kuszewski. Pierwsza myśl – żart.

 

Wątpliwości rozwiewają jednak wywiady udzielane przez Kacpra. Opowiada, że jego imiona to pomysł taty. Mówił o tym między innymi na łamach „Gazety wyborczej”. Po prostu tata chciał go nazwać po królewsku:

 

„Był taki szczęśliwy, że urodził mu się syn, że postanowił nazwać go po królewsku. Wtedy można było mieć tylko dwa imiona, ale ojciec tak załatwił, że miałem trzy. To jest moja wielka duma i w sumie niezła heca. Wszyscy mają uciechę, kiedy zdradzam, jak mam naprawdę na imię.”

 

Przy okazji dzisiejszego święta ta informacja pasuje jak nigdy. Trzeba przyznać, że Kacper rzeczywiście ma iście królewskie imiona.

 

Przypominamy, że dzisiaj K + M + B #mnieśmieszy #polishboy

A post shared by #mnieśmieszy (@mniesmieszy_official) on

(kd)/wikipedia,wp/




K+M+B czy C+M+B? Co oznacza napis na drzwiach katolików i która jego wersja jest poprawna?

Z dzisiejszym dniem wiąże się wiele tradycji. 6 stycznia obchodzimy Święto Objawienia Pańskiego czy inaczej mówiąc Święto Trzech Króli.

 

Tradycyjnie co roku w kościele święci się kredę i kadzidło. Okadzone dymem mieszkanie ma być wolne od nieszczęść. Katolicy niezmiennie za pomocą poświęconej kredy znaczą również drzwi swoich domów.

 

Spotyka się dwie formy napisu. Większość Polaków pisze na drzwiach K+M+B w nawiązaniu do imion trzech mędrców ze wschodu – Kacpra, Melchiora i Baltazara. Zdarzają się jednak spory w tej kwestii. Drugą wersją napisu na drzwiach jest C+M+B. Według informacji pochodzi ona od łacińskiej sentencji „Christus Mansionem Benedicat”, która oznacza „Niech Chrystus błogosławi ten dom”. Mówi się także, że łacińskie „C” zastępowane jest przez polskie „K”.

 

Ci którzy myślą, że pomiędzy literami znajdują się plusy są w błędzie. Znajdują się tam oczywiście znaki krzyża. Przyjęło się również, że po ostatniej literze dodaje się jeszcze jeden krzyż i aktualny rok.

 

Która forma tradycyjnego napisu na drzwiach jest poprawna? Na dobrą sprawę każda z nich ma sens. Nie sądzimy, aby którakolwiek z nich była błędna. W tym roku więc całość powinna wyglądać tak:

 

K+M+B+2018

lub

C+M+B+2018

 

(kd)/onet,wlasne/




Michał Żebrowski z żoną w gorącym pocałunku, podczas gdy ich syn… To dopiero prawdziwy bohater drugiego planu! [FOTO]

Michał i Aleksandra Żebrowscy uznawani są za jedną z najpiękniejszych i gorących par w polskim showbiznesie. Nic dziwnego. Gdziekolwiek się nie pojawią wyglądają razem naprawdę dobrze, a miłość aż z nich kipi. Wystarczy popatrzeć chociażby na to zdjęcie.

 

Aleksandra pochwaliła się na Instagramie gorącym pocałunkiem z mężem. Para dodatkowo ma do samych siebie wielki dystans. Zarówno Michał, jak i jego żona pozują w… pasiastych kalesonach! W sumie wyglądają całkiem nieźle.

 

Miłość miłością, małżeństwo małżeństwem, ale pora zwrócić uwagę na drugi plan! Dopiero ten widok naprawdę urzeka. Pomiędzy nogami pary zakradł się ich syn. Fani nie mogą się na nich napatrzeć.

 

„Taka rodzinka to skarb ❤😊”

„Przecudne zdjecie!!”

„Pięne zdjęcie i piękna miłość”

„Cudne foto ❤ Pod jemiołą 😘 i Santa Baby 😀 no i te paski… Jest cud jest moc”

 

Trzeba przyznać, że cała rodzina prezentuje się niezwykle uroczo. Mimo upływających lat, dla tej pary czas się chyba zatrzymał…

 

https://www.instagram.com/p/BdiEmKBHP0H/?taken-by=olazebrowska

(kd)/instagram/




Jak mogło do tego dojść? Takie pytanie po obejrzeniu jednego z ostatnich odcinków teleturnieju „Jeden z dziesięciu” zadaje sobie niemal każdy widz. Takie niedopatrzenia w tym programie to rzadkość. Dlatego widzowie czkają teraz na wytłumaczenie ze strony organizatorów.

 

O co poszło?

 

Okazuje się, że jedno z pytań, a raczej jego poprawna odpowiedź jest w bazie programu niezaktualizowana. W finale, gdy każdemu z dwójki uczestników zostało po jednej szansie nagle doszło do niespodziewanego obrotu sytuacji.

 

Padło pytanie: „Ile razy Igrzyska Olimpijskie odbyły się w Ameryce Południowej?” Zawodnik odpowiedział poprawnie: jeden. Jednak ku zaskoczeniu telewidzów, organizatorzy uznali te odpowiedź za niepoprawną. Według nich poprawna odpowiedź to: ani razu. I to nie finalista popełnił błąd.

 

W 2016 roku Igrzyska zostały zorganizowane w Rio de Janeiro w Brazylii, czyli w Ameryce Południowej. Najwidoczniej baza poprawnych odpowiedzi od dawna nie była aktualizowana. W konsekwencji gracz odpadł z gry, a wygrana przypadła konkurentowi.

 

Na koncie facebookowym „Jeden z dziesięciu” pojawiła się krótka informacja na ten temat:

„Szanowni Państwo, odnośnie opisywanej przez Państwa sytuacji w 16 odcinku, informujemy, że już znaleźliśmy przyczynę pomyłki i wyjaśnienie zamieścimy w jednym z najbliższych odcinków”.

 

Wielu wiernych fanów teleturnieju skomentowało wpadkę programu TVP. Są również ciekawi tłumaczenia organizatorów i już nie mogą się jej doczekać.

 

Szanowni Państwo, odnośnie opisywanej przez Państwa sytuacji w 16 odcinku, informujemy, że już znaleźliśmy przyczynę pomyłki i wyjaśnienie zamieścimy w jednym z najbliższych odcinków.

Publié par Jeden Z Dziesięciu sur vendredi 15 décembre 2017

 

(kd)/wp,facebook/

Silny wstrząs w kopalni Mysłowice-Wesoła. NOWE FAKTY w sprawie poszkodowanych górników

Do silnego wstrząsu doszło w niedzielę rano. Oceniono go na około 2,4 stopnia w skali Richtera. W tym czasie pod ziemią, na głębokości 665 metrów pracowało 21 górników. Pięciu z nich odniosło obrażenia.

 

Na szczęście były to głównie otarcia i stłuczenia, nie mniej jednak mężczyźni trafili do szpitali w Mysłowicach, Katowicach i Tychach. W niedziele po południu czterech z nich opuściło już szpital, jeden poszkodowany górnik nadal znajduje się pod opieką lekarzy.

 

Podczas wstrząsu nie było prowadzone wydobycie, górnicy konserwowali maszyny i urządzenia w rejonie jednej ze ścian wydobywczych. Część kopalni, gdzie doszło do wstrząsu, jest wyłączona z eksploatacji.

 

Jak poinformował rzecznik Polskiej Grupy Górniczej w poniedziałek w rejonie wstrząsu odbędzie się wizja lokalna z udziałem przedstawicieli kopalni, nadzoru górniczego i ekspertów. Określą czy wstrząs spowodował zniszczenia i ustalą warunki bezpiecznego wznowienia wydobycia węgla w tym rejonie. Jeżeli okaże się, że w wyrobiskach nastąpiły deformacje lub innego typu uszkodzenia, wstrząs zostanie zakwalifikowany jako tąpnięcie.

 

(kd)/radiozet/




Tak Radek Liszewski wyglądał jeszcze 13 lat temu. Wokalista grupy Weekend radykalnie się zmienił! [FOTO]

Okazuje się, że Radek Liszewski, czyli lider zespołu Weekend nie zawsze wyglądał tak jak dziś. W sieci pojawiło się zdjęcie sprzed 13 lat. Od tamtego czasu zmienił się dość radykalnie.

 

W 2000 r. pojawił się na discopolowym rynku muzycznym, a następnie w 2012 roku grupa zasłynęła kawałkiem „Ona tańczy dla mnie”. Piosenka pochodziła aż z piątej płyty zespołu. Zdjęcie natomiast pochodzi z 2004 r., kiedy na rynku pojawił się album „Bawidamek”. Na instagramowym koncie „Kiedyś i dziś” zostało opublikowane zdjęcie sprzed 13 lat.

 

https://www.instagram.com/p/BcptFfrB0MM/?taken-by=kiedysvsdzis

 

Nie da się ukryć, że Radek miał wtedy dłuższe blond włosy ze sporą dawką żelu na głowie. Jakiś czas temu przy okazji wizyty w programie „20m2” Łukasza Jakóbiaka zdradził również, że jego waga kilkanaście lat temu przekroczyła 100 kg.

 

(kd)/instagram,plejada/




Kolejny sukces! Lekarze zdjęli z nastolatki klątwę. Dziewczynka przespała pierwszą noc w życiu bez respiratora

To niezwykle rzadka choroba, na całym świecie takich przypadków jest zaledwie kilkaset. Dzięki pomocy lekarza jedna z pacjentek po raz pierwszy w życiu spędziła noc bez respiratora.

 

13-letnia Ania cierpi na chorobę o nazwie klątwa Ondyny. Jest to rzadka, genetycznie uwarunkowana, potencjalnie śmiertelna choroba. Jest to rzadka przyczyna bezdechu śródsennego, spowodowana nieprawidłową funkcją autonomicznej kontroli oddychania.

 

Dzięki przeprowadzonej operacji w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie dziewczynka może już spać bez respiratora. Lekarze wszczepili jej stymulator, który reguluje oddech. Jak relacjonowała pani Katarzyna, mama Ani:

 

„Córka po raz pierwszy przespała noc bez respiratora, teraz życie zmieni się o 500 procent. Życie będzie łatwiejsze. Noce przede wszystkim będą spokojniejsze. Ania miała marzenie, żeby pływać, teraz na pewno będzie chodziła na zajęcia na basen. Od dziecka w nocy oddychała z pomocą respiratora, teraz będzie można spać poza domem, nie pilnować godziny, żeby wrócić na czas. Można będzie zasnąć w samochodzie, czy nawet samolocie.”

 

Ania pozostaje teraz pod obserwacją lekarzy, niedługo jednak wróci do domu, gdzie nie będzie musiała już używać respiratora. Była to pierwsza tego typu operacja z powodu tego zespołu niekontrolowanego oddechu. Jak tłumaczy profesor Wojciech Maksymowicz, szef kliniki neurochirurgii:

 

„Dotarliśmy do nerwów przeponowych, które wchodzą potem do klatki piersiowej. Na nerwy założono elektrody, które w połączeniu z generatorami stymulacji będą przekazywały impulsy.”

 

„Stymulacja nerwu przeponowego prowadzi do podnoszenia się przepony i uzyskujemy czynność oddechową. Sprzęt niestety nie jest tani, kosztuje 317 tysięcy złotych, ale jest pewność, że jest to w pełni bezpieczne, bo takie musi być” – dodaje Jakub Wasiak, ekspert do spraw neuromodulacji.

 

Nazwa choroby pochodzi z mitologii nordyckiej. Według legendy bogini Ondyna zakochała się w w zwykłym śmiertelniku, który jednak był jej niewierny. Za karę rzucono na niego klątwę, która sprawiła, że aby móc oddychać, musiał o tym pamiętać. Tym samym, gdy zapadł w sen – zmarł.

 

(kd)/rmf24/