Trenerka Kasia Bigos zrywa z mitem Lewandowskiej i pokazuje, jak wygląda ciało kobiety miesiąc po urodzeniu dziecka.

 

W dobie perfekcjonizmu, kiedy to celebrytki pokazują swoje idealnie wyrzeźbione ciała w zaledwie kilka tygodni po porodzie, trenerka Katarzyna Bigos nie wstydzi się pokazać, jak ciąża i poród zmieniły jej, kiedyś doskonałe ciało.

 

„Nadszedł czas, aby »normalność« przebiła się przez lawinę postów na wciągniętym brzuchu, poprzedzonym trzydniowym postem sokowym. Żelaznych pośladów i perfect cery. Nadszedł czas, by przetrzeć oczy i wbić sobie do tego wciąż uroczego łba, że z normalności rodzą się genialne przedsięwzięcia, znajomości, niebywałe odkrycia, gigant firmy i coś, co nadaje życiu sens – PASJA” – skomentowała fotograf Dominika Cudy autorka zdjęcia zrobionego w ramach kampanii Fake off Poland.

 

Bohaterka zdjęcia podzieliła się podzieliła się efektem sesji na Instagramie, opatrując ją niezwykle osobistym wpisem.

 

„Nie będę oszukiwać! Ta sesja wiele mnie kosztowała. Nigdy nie miałam oponki na brzuchu. Moje ciało przez większość życia było FIT przez duże »F«” – napisała Kasia Bigos.

 

„Czekałam na pokazanie tego mojego brzucha aż ruszy kampania FAKE OFF Dominiki Cuda Czemu? Czemu nie zakryłam go pod luźnym ciuchem czekając do powrotu do pełnej formy? Bo bym was zwyczajnie oszukała. Są kobiety, które po porodzie już po chwili wyglądają jak milion dolcow. Ja też takie znam! Ale wierzcie mi na słowo – każdy jest inny I nie powinniśmy się z nikim porównywać. Mój przekaz jest prosty – dajmy mamom czas!” – wyjaśniła trenerka.

 

Wyznanie trenerki spotkało się z licznymi, pozytywnymi komentarzami.

 

„Każda kobieta ma swoje tempo wracania do siebie!” – pisze jedna z nich. „Gratuluję ci odwagi i mam nadzieję, że choć kilku osobom otworzyłaś oczy” – dodaje inna. „Ogromny szacunek! Bo tak wygląda właśnie ciało mamy po porodzie. I powinno to być powszechnie rozumiane przez inne kobiety i mężczyzn” – komentuje kolejna kobieta.

 

Zapewne udział w sesji i pokazanie prawdy o kobiecym ciele tuż po porodzie dla Katarzyny Bigos nie był łatwy, ale dzięki temu trenerka otworzyła oczy wielu kobietom, które chcą być jak celebrytki i za wszelką cenę dążyć do doskonałości.

Pytanie tylko czy warto?

Instagarm

 

 

 

WAŻNE! Ten rok będzie wyjątkowy pod względem ilości kleszczy. Pajęczaki już się budzą i szukają pierwszych ofiar.

Słaba zima, niewielkie ilości śniegu sprawiły, że kleszcze już wychodzą na żer.

 

Ten rok będzie wyjątkowy pod względem ilości kleszczy.

Wygląda na to, że będzie ich dużo więcej niż zazwyczaj. Brak długotrwałych spadków temperatury i silnych opadów śniegu sprawił, że pajęczaki mają się wyjątkowo dobrze. Co więcej, już zaczynają wychodzić z kryjówek i polować na ofiary.

Kleszcze żerują zazwyczaj wiosną i na początku jesieni, dlatego wydawać by się mogło, że marzec to jeszcze nie miesiąc dla nich. Nic bardziej mylnego.

 

„Temperatury rzędu 5-10 stopni zimą sprawiają, że kleszcze wybudzają się ze snu. Ruszają się jeszcze powoli, ale już robią się głodne. Z powodzeniem mogą atakować” – powiedział dr Jarosław Pacoń, parazytolog z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

 

Temperatury poniżej 0 znowu sprawiają, że kleszcze zasypiają.

 

„Nie jest to jednak mocna hibernacja. Do wybudzenia potrzeba im niewiele, jedynie ok. 5-10 stopni Celsjusza na plusie” – dodał ekspert.

O tej porze roku żerują głównie starsze osobniki, dlatego po napiciu się krwi robią się tak duże.

 

„Są to zazwyczaj samice. Jeśli przeżyją, za ok. 6 tyg. zaczną składać jaja. Po 2-3 tygodniach te przekształcą się w nimfy, czyli młode osobniki” – powiedział dr Pacoń.

W związku z tym, że zimy w tym roku praktycznie nie było, pierwsze kleszcze widziane były już w lutym.

 

Lekarze weterynarii ostrzegają, że warto już teraz zaszczepić zwierzę i co najważniejsze  zachować ostrożność podczas spędzania czasu wolnego w lesie.

Konieczne jest ubranie ochronne i odpowiednie preparaty, które sprawią, że dla tych pajęczaków zarówno my, jak i nasi pupile staną niewidzialni.

I jeszcze jedna wiadomość. W tym roku możemy się spodziewać wysypu tych roznoszących boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu pajęczaków.

 

źródło wp

facebook

redakcja

 

 

 

 




SPRAWDŹ CZY ZACHORUJESZ NA RAKA! Niesamowite odkrycie polskich uczonych. Zawartość tego pierwiastka zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory.

Najnowsze odkrycie naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Od poziomu arsenu we krwi może zależeć to, czy zachorujemy na raka czy też nie. W badaniu wzięło udział aż 1500 kobiet.

 

 

Po badaniach na polskiej populacji, szczecińscy genetycy stwierdzili potężną, nieopisywaną dotąd zależność pomiędzy ryzykiem zachorowania na raka, a stężeniem arsenu w organizmie. Badania przeprowadzono unikatową metodą opracowaną przez zespół z pomorskiego uniwersytetu, dzięki której można było wykryć ten pierwiastek we krwi.

 

„Z grupy 1500 kobiet, które obserwowaliśmy, po trzech latach blisko 400 było zdrowych i wszystkie charakteryzowało to, że miały bardzo niskie stężenie arsenu we krwi – poniżej 0,6 miligrama na litr.  Blisko 100 raków rozwinęło się u pozostałych 1100 kobiet, które miały wyższy poziom tego pierwiastka w organizmie. Wynika z tego, że arsen jest bardzo ważnym czynnikiem, na który trzeba zwracać uwagę przy prewencji nowotworów złośliwych” – powiedział prof. Jan Lubiński, onkolog i genetyk w Międzynarodowym Centrum Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

 

Niestety arsen to pierwiastek, którego źródłem są zanieczyszczenia pochodzące m.n. z instalacji przemysłowcy.

 

Groźny dla zdrowia pierwiastek znajdziemy w wodzie, glebie i powietrzu. Może też występować np. w owocach morza, ryżu, kakao i co ciekawe w brukselce, którą dotychczas uważano za zdrową.

 

Stąd też, aby nie przekraczać zawartości arsenu we krwi, najlepiej uważać na to co jemy. Warto też raz w roku zbadać zawartość tego pierwiastka we krwi.

pixabay

wpolityce24.pl




NIESTETY TO NIE ŚCIEMA! Zima wraca i zaatakuje siarczystym mrozem. Wiosenną pogodę czas pożegnać.

 

 

Patrząc za okno trudno uwierzyć w to, że zimna znów zaatakuje. A tymczasem z najnowszych map pogodowych wynika, że już za 5 dni siarczyste mrozy powrócą wraz z opadami śniegu.

 

Przed atakiem zimy w nadchodzący weekend ostrzegają autorzy dwóch poważnych serwisów: Meteoprognoza oraz ICM Meteo. Dziwne, że IMGW jeszcze nie publikuje żadnych ostrzeżeń.

Zima zaatakuje siarczystym mrozem i opadami śniegu. Od najbliższych wydarzeń, układów pogodowych, jakie rozegrają się w ciągu 72 godzin, zależy czy będzie to -12 stopni, czy nieco mniej – 8°C.

 

Za wszystko odpowiedzialny jest silny skandynawski wyż. Dzięki zjawiskom pogodowym rozgrywającym się nad Bałtykiem wyśle nam świeżą porcję arktycznego zimna.

 

„W czwartek niż znad Bałtyku wykona wspomnianą ważną rolę: podciągnie powietrze arktyczne nad północno-zachodnią Rosję, stwarzając dobrą sytuację wyjściową dla wyżu znad Skandynawii. Teraz ten będzie mógł je transportować do Europy Wschodniej, Środkowej i Zachodniej” – pisze Henryk Piwkowski z ICM Meteo.

 

„W północnych województwach pojawią się opady śniegu z deszczem, pierwszy znak zbliżającej się chłodnej masy powietrza, na pozostałym obszarze, rozproszone niewielkie opady deszczu lub mżawki” – zapowiada.

 

Opady śniegu rozpoczną się w piątek. W sobotę i niedzielę temperatura może spaść do minus 11-12 stopni C. Później będzie słonecznie, lecz nadal mroźno nocą.

źródło ICM Meteo