Po wydarzeniach z ostatniego wtorku, kiedy około 45 turystów „utknęło” w drodze nad Morskie Oko” internauci nie przestają naśmiewać się z turystów. Okazuje się, że nie tylko oni.

 

Nadejście zmroku i brak wozów konnych zasiało w turystach niepewność swoich sił, dlatego zadzwonili po pomoc służb. Ponieważ nie wykryto żadnego niebezpieczeństwa z turystów zaczął naśmiewać się cały internet, a ich niesforność odbija się szerokim echem.

 

Temat podchwycili również sami górale. W schronisku nad Morskim Okiem została wywieszona kartka z napisem:

 

„Uwaga! Dzisiaj w Morskim Oku po zmroku będzie ciemno”

 

W taki sposób kontynuują trwające od kilku dni dowcipkowanie z zagubionych turystów, którzy po ciemku zwątpili w swój bezpieczny powrót do domów. Takich żartów krąży po internecie jeszcze więcej, jednak to ten górali zwraca największą uwagę.

 

Tymczasem w schronisku nad Morskim Okiem.fot. Justyna Foltyn

Publié par Tatromaniak sur mercredi 27 décembre 2017



(kd)/facebook/

Jak on tam przetrwał? To prawdziwy cud! Finał akcji ratowniczej polskiego żeglarza jest zaskakujący

Napłynęły informacje, że straż przybrzeżna uratowała polskiego żeglarza w pobliżu wyspy Reunion na Oceanie Indyjskim. Jak podaje stacja FranceInfo, żeglarz ma na imię Zbigniew.

 

Do nietypowej akcji ratowniczej doszło przedwczoraj wieczorem. Okazuje się, że 54-latek przez siedem miesięcy miał dryfować między wyspami Indonezji, Malediwów i Mauritiusem. Mężczyzna w maju wypłynął z Komorów (wysp między Madagaskarem a kontynentem afrykańskim) i skierował swoją łódź w stronę Południowej Afryki. Tam zamierzał podjąć pracę.

 

Los jednak pokrzyżował jego plany. Jacht uległ uszkodzeniu, a jego właściciel stracił łączność i nawigację. Uratowany powiedział, że przez ten cały czas jego jedynym pokarmem była jedna paczka zupki chińskiej na dwa dni. Żeby tego było mało, przez 7 miesięcy towarzyszył mu kot.

 

Alain Djeutang ze Służby Ratownictwa Morskiego Reunion powiedział, że Polak teraz potrzebuje przede wszystkim jedzenia i środków do życia. Następnie będzie potrzebował pomocy administracyjnej.

 

Żeglarz twierdzi, że samodzielnie jest w stanie naprawić swoją łódź.

 

 



(kd)/onet/




Lubicie tę colę? Będziemy musieli się z nią pożegnać. Koncern wycofuje z naszego rynku jej ulubioną wersję

Nie jest to zbyt dobra wiadomość dla miłośników smakowych wersji tych kalorycznych napojów. Ale czego się nie robi dla zdrowia? Firma musi wywiązać się ze swoich obietnic.

 

Sprawa została nagłośniona i wyjaśniona na Facebooku. Jeden z użytkowników napisał:

 

„Mam pytanie, czy coca cola cherry zwykła została wycofana a w zamian jest coca cola cherry zero? zwykła jest ciężko dostępna… a ta zero to niestety nie to samo…”

 

Okazuje się, że jeden z popularnych napojów Coca-Coli zniknie z Polski. Koncern ma czas do 2020 roku, aby o 10 proc. obniżyć kalorie w swoich napojach, sprzedawanych w Europie. To właśnie z tego powodu z naszego rynku zniknie napój Coca-Cola Cherry. Oto odpowiedź Coca-Coli:

 

„Michale, stopniowo Coca-Cola Cherry będzie wycofywana ze sprzedaży na rzecz Coca-Coli Cherry Zero.
Firma Coca-Cola w Europie zobowiązała się do obniżenia kaloryczności swoich napojów o 10% do 2020 tym samym chcemy odgrywać aktywną rolę w tworzeniu i dostarczaniu rozwiązań, które mogą przyspieszyć wysiłki na rzecz odwrócenia negatywnego trendu, jakim jest problem otyłości.”

 

 

Wielu użytkowników zwraca uwagę na wycofywanie z rynku Coca-Coli Cherry oraz nieporównywalny smak Coca-Coli Cherry Zero. Jak zapewnia jednak producent:

 

„Pracując na wersjami light naszych napojów, zawsze staramy się, aby ich smak możliwie jak najbardziej zbliżony był do ich odpowiedników słodzonych cukrem. Zależy nam, aby konsumenci mogli cieszyć się tym samym smakiem swoich ulubionych napojów, ograniczając jednocześnie ilość spożywanych kalorii.”

 

Czy uda im się ulepszyć smak Coca-Coli Cherry Zero? Będziemy musieli sprawdzić.

 



(kd)/radiozet,facebook/




Wierni są w szoku, kontrowersyjna konstrukcja stała się powodem zagorzałej dyskusji. Ksiądz porozrzucał w kościele… śmieci [FOTO]

Na nietypową dekorację bożonarodzeniową zdecydował się proboszcz parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Świerżach Górnych w województwie mazowieckim. Szopka betlejemska wywołała sporo kontrowersji.

 

Oprócz małego Jezusa, Maryi, Józefa, zwierząt w szopce znalazły się także… śmieci. Wśród dekoracji umieszczono opakowania po słodyczach, mrożonym jedzeniu i papierosach, zepsute zabawki czy pojedyncze buty.

 

Jak twierdzi ksiądz, właśnie w taki sposób chciał wyjaśnić wiernym, że „Jezus chce naszego serca, a nie śmieci w postaci kolejnego iPhone’a , ilości laików, czy egzotycznych ryb na talerzu”.

 

Wierni byli w szoku, kiedy przyszli na mszę i zobaczyli dzieło duchownego. Wielu krytycznie oceniło, że ksiądz przygotował konstrukcję, której dzieci nie zrozumieją. Po mszy rozgorzała dyskusja na profilu parafii. Włączył się również do niej autor nietypowej szopki.

 

Wiele komentarzy spod zdjęcia zostało usuniętych, a parafia zachęca aby swoje opinie wyrażać bezpośrednio u księdza. Trzeba jednak przyznać, że internauci nadal komentują nietypową szopkę bożonarodzeniową. Wśród wielu słów krytyki pojawiają się również głosy, że to dość nietypowa ale także ciekawa i warta uwagi akcji.

 

Publié par Parafia pw. św. Jakuba Apostoła w Świerżach Górnych sur dimanche 24 décembre 2017

 



(kd)/facebook,wp/