Widzowie zwiastuna najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego, „Pitbull. Ostatni pies” zasługują na sporą pochwałę. Wykazali się niebywałą spostrzegawczością.

 

Część widzów ogląda zwiastuny i premiery tylko po to, żeby dopatrywać się w nich kolejnych wpadek. Tak jest i tym razem. Zdawałoby się, że może tym razem się bez nich obejdzie. Póki co głośno jest o jednym błędzie, ale za to jak bardzo rażącym.

 

Na pierwszy rut oka wszystko jest w porządku. Tylko bardzo dociekliwi są w stanie wychwycić wpadkę. Błąd ortograficzny w filmie? Niestety, zdarzyło się. Dziwi nas jednak, że nikt z twórców wcześniej tego nie zauważył i nie poprawił.

 

O co chodzi?

Na jednym z ujęć widzimy panel konta bankowego, a na nim… jedno rażące po oczach słowo: „sprzedaż”, a właściwie to „sprzedarz”, bowiem słowo to zostało napisane przez „rz” na końcu.

 

 

Szczerze gratulujemy spostrzegawczości i dociekliwości. Mimo wszystko przyznać musimy jedno – zwiastun bije rekordy popularności. Został udostępniony w poniedziałek (WCZORAJ!), a już ma prawie pół miliona odsłon (dokładnie rzecz biorąc 490 916 wyświetleń).

 

Widzieliście już cały oficjalny zwiastun? Tam błąd jest o wiele bardziej widoczny niż na naszym zdjęciu:

 

(kd)/youtube/

Koroniewska jednym zdjęciem „pogrążyła” swoje koleżanki i przy okazji siebie samą? Tak wtedy było! Co na to Cichopek i Rosati? [FOTO]

Zdjęcia z przeszłości niejednokrotnie powalają na kolana i wywołują uśmiech na twarzy. Nie jest inaczej i tym razem. Joanna Koroniewska pokazała archiwalne zdjęcie z koleżankami.

 

Na Instagramie pojawiło się zdjęcie, z którego może i kiedyś aktorki były dumne, dziś jednak mogą nie być z niego zadowolone. Jedno trzeba przyznać wszystkie trzy przyciągają sporą uwagę.

 

„Sorry dziewczęta, ale muszę to opublikować. Przy okazji całusy Mamusie
Ten look, te buty i ta moja bluzka”

 

Jest się z czego pośmiać? Niekoniecznie. Tak wtedy było i właśnie taka moda wówczas obowiązywała. Zobaczcie tylko swoje (swoich rodziców) zdjęcia jeszcze sprzed kilku lat, a sami się przekonacie.

 

Jesteśmy przekonani, że takie wspomnienia wywołają jedynie uśmiech na ustach Waszych i bohaterek zdjęcia, a może i trochę wspomnień.

 

(kd)/instagram/




„To nie jest praca przez osiem godzin dziennie” – to nie jest też zwykła oferta o pracę. SZANSA na przygodę życia!

Zgłaszać się może niemal każdy. Polska Stacja Antarktyczna imienia Henryka Arctowskiego poszukuje chętnych, którzy wezmą udział w wyprawie badawczej. Zarobki są całkiem niezłe.

 

Stacja jest zlokalizowana na Wyspie Króla Jerzego w pobliżu Antarktydy. To nie jest zwykła praca, toteż oferta też nie jest taka zwykła. Kogo szukają? Poszukiwani są między innymi mechanicy, kucharze i elektrycy. Trzeba spełniać główny, bardzo istotny warunek – nie można bać się wody.

 

Na stronie internetowej Stacji znalazły się wszystkie szczegóły:

 

„Rekrutacja na wyprawę rozpoczyna się w styczniu ogłoszeniem o naborze. Rozmowy kwalifikacyjne odbywają się przeważnie w marcu i kwietniu. W maju wybrani kandydaci przechodzą badania lekarskie. Miesiące czerwiec-wrzesień poświęcone są na przygotowania do wyprawy. W tym czasie odbywają się także szkolenia grupowe i indywidualne. Wyprawa wyrusza na Stację na przełomie września i października.

Podczas pobytu na Stacji “wszyscy robią wszystko” – w miarę swoich możliwości i uprawnień, niezbędna jest praca zespołowa.”

 

Jak informuje profesor Robert Bialik z Polskiej Akademii Nauk, organizator wyprawy:

„To nie jest praca przez osiem godzin dziennie, to praca w trybie zadaniowym. Na przykład obserwatorzy hydrologiczni mają obowiązki, które muszą realizować co trzy dni: na przykład w poniedziałki, czwartki i soboty. Staramy się mieć tryb pracy od poniedziałku do piątku, żeby weekend był wolny.”

 

Ile można zarobić podejmując się takiej pracy? Miesięczne zarobki osób pracujących w Polskiej Stacji Antarktycznej imienia Henryka Arctowskiego wahają się od 3,5 do 4 tysięcy złotych.

 

Zgłaszać się można jeszcze do końca stycznia. Więcej szczegółów i informacji o wyprawie można znaleźć na stronie arctowski.aq.

 

(kd)/rmf24,arctowski.aq/




Karolina Szostak szczerze o swoim romansie. Co naprawdę łączyło dziennikarkę z ukraińskim milionerem? ZNAMY PRAWDĘ!

Jeszcze niedawno wszyscy rozpisywali się o romansie Karoliny Szostak z ukraińskim milionerem i próbie rozbicia jego małżeństwa. Dziennikarka zdradziła prawdę o swoim rzekomym romansie.

 

Najnowszy wywiad dla magazynu „Gala” ma rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące między innymi jej relacji z mężczyzną. Dziennikarka nie tylko odcina się od wszystkich plotek, ale także mówi, jak sprawa wygląda według niej:

 

„Wiesz, jak jest, na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas. A tu się okazało, że to nie ten moment, nie ta sytuacja. Portale plotkarskie niepotrzebnie wyolbrzymiły tę historię. Nie było żadnego romansu. I nie otwieram klubu fitness.”

 

Karolina przyznała, że wielu jej kolegów było już branych za jej partnerów. Wystarczyło, żeby z którymś pojawiła się na imprezie. W rozmowie zasugerowała również, że nie ma zbyt wielkiego szczęścia do mężczyzn.

 

Teraz dziennikarka od lat marzy właściwie o jednym. Chciałaby dziecko. Sama przyznaje, że jeśli mogłaby coś zmienić w swoim życiu, to wcześniej zdecydowałaby się na dziecko i założenie rodziny.

 

Na dobrą sprawę jeszcze nie jest na to za późno. Uważamy, że Karolina nie ma się czym przejmować i na nią z pewnością kiedyś przyjdzie czas. Czego oczywiście jej życzymy.

 

Myślicie, że jeden wywiad wystarczy, żeby media zostawiły już temat jej romansu?

 

(kd)/gala,onet/